Pierwsze moje zarobione pieniążki były za pierwsze "śpiewanie" na umowę-zlecenie, ledwo skończyłam 18 lat, jeszcze byłam w liceum i mieszkałam z rodzicami, po pierwszym jakimś balu stwierdziłam, że jestem jedyną "nieumalowaną" kobietą na sali (wcześniej broniłam się przed tym zaciekle pomimo tego, że już skończyłam te upragnione 18 lat), i wtedy "zaczęło się"... zaczęłam kupować ogromne ilości różnych kosmetyków do makijażu i demakijażu twarzy, różne farby do włosów, do tego stopnia, że jak patrzę na moje zdjęcia z czasów, kiedy miałam 18-19 lat, to... siebie nie poznaję

Potem miałam już w tak tragicznym stanie włosy, że musiałam je ściąć na bardzo krótko, więc dla odmiany znów przestałam się malować, ale zupełnie, zaczęłam znów dostrzegać swoja "urodę naturalną"

Teraz używam tylko kredki i tuszu, a i to też nie zawsze. Chyba jakoś tak po pół roku takiej pracy "co tydzień, co dwa" kupiłam sobie rower, którym mogłam już trochę "wyczynowo" śmigać po lesie

Do tej pory go mam, chociaż niewiele części oryginalnych w nim zostało, na pewno rama
