|
Blogi
1455564 odwiedzin 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 Horacy przy pracyWczoraj 22:23
Stephen Hawking kolejny raz zbłądził pod strzechy, czyli na łamy serwisów internetowych, które omawiają dziś najsmaczniejszą tezę z jego najnowszej książki. Teza jest mniej więcej taka - nie potrzebna była nadprzyrodzona moc sprawcza, by powstał Wszechświat. Szerokiej publiczności się to oczywiście raczej nie podoba. Wyrwany z kontekstu fragment ludność miast i wsi interpretuje na robotniczo-chłopski rozum - nic nie istnieje bez przyczyny. I jeśli przyczyną Wszechświata są prawa fizyki, to skąd się te prawa wzięły, do diaska?! Fizyka kwantowa i wiara z jednej są parafii - nie ma co się do nich zbliżać ze zdrowym rozsądkiem. Niestety, ludzie często to robią. Z ukształtowaną w czterowymiarowej czasoprzestrzeni wyobraźnią próbują zrozumieć na mechanistyczny czy też newtonowski sposób świat, w którym ten sam kot może być jednocześnie żywy i umarły. Próbują zrozumieć wiarę, podczas gdy zrozumieć je nie sposób. Jak sama nazwa wskazuje wiara służy do wierzenia, a nie do rozumienia. Straceńcy próbujący udowodnić istnienie Boga udowadniają na pewno jedną rzecz - że chyba nie wierzą, skoro szukają dowodów. Cóż, nie każdemu dana łaska wiary... Jednym z moich „ulubionych", cienkich jak szpadel, dowodów jest dowód antropologiczny - powstanie Wszechświata i człowieka odbyło się w wyniku takiej serii nieprawdopodobnych przypadków, że... nie może to być przypadek. Faktycznie, miliardy miliardów razy łatwiej wygrać w lotka, niż zdać się na taki przypadek, w którym rolę odgrywają różne wielkości fizyczne z dokładnością do kilkunastu miejsc po przecinku.
Przedwczoraj 22:46
Będziemy mieli w Gdańsku muzeum II wojny światowej. Wystarczy tylko poczekać na 75. rocznicę jej wybuchu. To już za cztery lata. Póki co musi nam wystarczyć Pomnik Obrońców Wybrzeża. ![]()
Szczerze mówiąc Westerplatte nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia. Może za dużo się spodziewałem. Może pewne formy po prostu się zdezaktualizowały... Na przykład to słuszne skądinąd hasło. I czasem można odnieść wrażenie, że okolica jest ciekawsza od samego pomnika. Co prawda, to prawda. Po wojnie postawiliśmy w Polsce tysiące pomników, niestety, bardzo do siebie podobnych. Japońskim gościom na pewno się podoba. Mimo że dla nich II wojna światowa zaczęła się wcale nie 1 września i nie w Gdańsku. Skończyła zresztą też nie 8 maja i nie w Berlinie.
Wt 31 sie 20:04
65 lat to dużo czy mało? Z każdym rokiem odnoszę wrażenie, że coraz mniej. Więc spokojnie podchodzę do dzisiejszych urodzin Vana Morrisona i wierzę, że uda mi się jeszcze usłyszeć na żywo tego Irlandczyka (no dobra, Północnego Irlandczyka). Może np. na 5. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty w przyszłym roku? Plissssssss... Po pierwsze Them i „Gloria" z 1966 roku. Po drugie Them i „Gloria". Po trzecie też Morrison, ale troszkę inny czyli The Doors i „Gloria". I po czwarte Van Morrison śpiewał w Them tylko dwa lata. Od 44 lat jest solistą. „Moondance" z 1980 r. I nie słuchajcie już D...
Pon 30 sie 20:04
No i „Solidarność" się doczekała. Lech Wałęsa powiedział dziś mniej więcej coś takiego, że „Solidarności" należałoby odebrać szyld „Solidarności". Wałęsa swego czasu znaczek „S" odebrał „Gazecie Wyborczej". Poniekąd dobrze jej to zrobiło... To znaczy „Gazecie". A tej „Solidarności", o której śpiewał Jacek Kaczmarski, już nie ma i nie będzie.
Nie 29 sie 22:00
Nadciąga nieuchronny koniec wakacji. Zasadniczo mało mnie to powinno obchodzić, ale przecież żal... Bo nawet nie mając wakacji można wynieść z lata mnóstwo wrażeń. Zresztą to przecież jeszcze nie koniec lata. Urlop ciągle przed nami. Jednym z ciekawszych wspomnień tego lata jest z pewnością 4. Festiwal Legend Rocka w Dolinie Charlotty. Muzyką podzieliłem się na bieżąco (dzień 1, dzień 2). Dziś suplement czyli festiwalowy przegląd koszulkowy. Depeche Mode (brak ostrości wynikiem zdziwienia) Zabłąkała się nawet fanka Michaela Jacksona Deep Purple (fan płyty „Bananas") Deep Purple (najlepszy skład, ale koszulka mocno nieaktualna) Deep Purple (i ten najlepszy skład odnowiony w latach 80.) Festiwal też doczekał się swojej koszulki Nie zabrakło fanów Harleya Davidsona
Sob 28 sie 23:55
Wczorajsza wizyta w reszelskiej galerii była okazją do wymiany zdań w tradycyjnej dyskusji na temat współczesnej sztuki. Bo weźmy taki oto obraz: Nie chodzi o to, że czy rozumiem czy nie rozumiem współczesnej sztuki. Jedną rozumiem, innej nie. Niezmiennie zastanawia mnie tylko czy to sztuka czy sztuczka. Polski wyraz „sztuka" bardzo blisko jest przymiotnika „sztuczny", podobnie jak w rosyjskim „искусство" i „искусственный". I to jest takie skojarzenie, które nie kłóci mi się ze współczesną sztuką, w której właśnie chodzi o byty sztuczne, wymyślone. Wracając do „Konia". Piękny nie jest. Zapewne Eugeniusz Markowski mógłby namalować rumaka równie perfekcyjnie jak Juliusz Kossak (czyli kunsztem dysponował), ale co on nam mówi tym namalowanym w 1964 roku koniem? Uwaga, będę wymyślał czyli tworzył sztukę: on nam tym koniem mówi jaka brzydka była polska rzeczywistość pod rządami Gomułki. Ten koń po prostu nie mógł ładnie wyglądać.
sloneczna @ 2010-08-29 14:08:00 Pt 27 sie 23:59
Reszel. Skądś znam to miasto... Aha, mieszkałem w nim pięć lat. Gdy sprowadziłem się tam w samym środku stanu wojennego nieźle mnie zdołowało. Na dokładkę w tygodniku „Na przełaj" ukazał się wówczas reportaż z Reszla, przedstawionego jako smutne miejsce bez perspektyw dla młodzieży czyli Miasto-W-Którym-Nic-Się-Nie-Dzieje. Odważny był ten tygodnik. Upadł dopiero na początku lat 90., zdążyłem jeszcze opublikować w nim artykuł o nauce religii, która właśnie wróciła do szkół. Ale nie to było powodem zamknięcie pisma. Jeśli już to, jak głosiła plotka, zupełnie inny reportaż o... Nie, aż taki odważny nie jestem :) Koniec dygresji. Dziś odwiedziłem Reszel, żeby usłyszeć Mirosława Czyżykiewicza. To był mój czwarty koncert tego artysty, a drugi solowy. Dodam do tego przechowywaną z pietyzmem kasetę magnetofonową z 1989 roku z koncertem z Programu Trzeciego PR. Dodam nie bez powodu, bo połowę repertuaru znam właśnie z tej kasety. Ale przecież nie wszystkie piosenki są aż tak stare. Są i młodsze, np. „Tańcz!". Koncert miał trudne momenty techniczne (ponadgodzinne opóźnienie z powodu deszczu i przeniesienia z dziedzińca reszelskiego zamku do sali, sprzężenia, słaba akustyka) i wykonawcze (wyraźnie zmęczony artysta zapomniał tekstu), ale to wszystko nie ma większego znaczenia, gdy staje się oko w oko z prawdziwą sztuką. Właśnie, sztuka miała dziś dwa znaczenia. Czyżykiewicz jest absolwentem warszawskiej ASP (wcześniej był studentem krakowskiej ASP). Na reszelskim zamku, gdzie odbył się koncert, można było oglądać obrazy twórców związanych z obiema uczelniami. Jeden obraz pojawił się dla mnie jak na zamówienie. To sandomierski pejzaż Artura Nacht-Samborskiego. I nie słuchajcie już D...
Czw 26 sie 17:11
Pewnie wygłoszę niepopularny pogląd, ale wzrost liczby urzędników, o którym ostatnio alarmował „Lewiatan", wcale nie musi być negatywny. Może to być sygnał, że rośnie nam sfera usług świadczonych przez państwo. Przepraszam tych, którzy w tym momencie umarli ze śmiechu.
ducinaltum @ 2010-08-27 00:03:54 Ulinka @ 2010-08-28 09:09:18 Śr 25 sie 22:15
Nie podejmuję się oceniać zakończonego przedwczoraj w Krakowie Jubileuszowego Zlotu Stulecia Harcerstwa. Byłem tam raptem dwa dni. Niech oceniają ci, którzy spędzili tam całe dziewięć dni. Ja mogę tylko powiedzieć, że im po ludzku i szczerze zazdroszczę... Dzień pierwszy - 21.08.2010 Błonia Panorama Harcerska Pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego Rynek Główny - „Stokrotka" a la Feel Rynek Główny - piosenka na stulecie Widok na Kopiec Kościuszki
Wyjście z Błoń na mszę stulecia Wejście seniorów na Wawel Przybycie prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Homilia kardynała Stanisława Dziwisza Akt zawierzenia ZHP Bożej Opatrzności Po mszy stulecia Spotkanie z prezydentem Komorowskim na Dziedzińcu Arkadowym Sala obrad Rady Miasta Krakowa hm. Adam Massalski hm. Andrzej Borodzik
Wt 24 sie 22:38
Metoda ekonomiczna: być na Jubileuszowym Zlocie Stulecia Harcerstwa zaledwie dwa dni, a uwiecznić się po wsze czasy. Cóż z tego, że na dole strony z najmniejszym zdjęciem :) Prasa to ciągle potęga! Bardziej szczegółowa relacja wkrótce...
Czw 19 sie 23:17
Opowiadał mi kiedyś krakowski instruktor (prędzej się doktoryzował, niż zdobył stopień Harcerza Rzeczypospolitej), że w 1969 roku uczestniczył na Wawelu w mszy świetej koncelebrowanej przez kardynała Karola Wojtyłę w 50 rocznicę śmierci Andrzeja Małkowskiego. Jakież inne polskie miasto może gościć zlot stulecia harcerstwa? Jutro jadę zmierzyć się z historią...
Śr 18 sie 14:20
Dawno nie było tak głośno o harcerstwie, jak w ostatnich miesiącach. Najpierw zobaczyliśmy szare i zielone mundury podczas kwietniowej żałoby narodowej. Z całej Polski ruszyły do Warszawy i Krakowa zastępy i drużyny, tysiące osób. Nie zdążyli druhowie odpocząć, gdy nadeszła majowa, a potem czerwcowa powódź. Tam też nie zabrakło harcerskich rąk. Być może te trzy wiosenne miesiące były największym zrywem harcerskim od czasów II wojny światowej.
Wt 17 sie 21:40
Pani w kwiaciarni od lat wmawia mi, że pamięta jak ma na imię moja żona. Ale jakoś nigdy tego imienia nie wypowiada, tylko sprytnie czeka, aż ja sypnę. A ja milczę jak grób. Niech się męczy. W ramach podpowiedzi kilka piosenek Anity O'Day (1919-2006), amerykańskiej wokalistki jazzowej. Póki mówienie, że miała czarne gardło to nie rasizm, rozkoszujmy się tym banałem. Po pierwsze fragment niesamowitego filmu „Jazz on a Summer's Day" z 1958 roku zarejestrowanego podczas Newport Jazz Festival. Dwa utwory: „Sweet Georgia Brown" oraz „Tea For Two". Niesamowita jakość, ogląda się tych ludzi sprzed ponad pół wieku jak żywych... A oni nie żyją... Po drugie „That Old Feeling" z Tokio w 1963 r. Japończycy nie mieli jeszcze koloru? Po trzecie wspomnienie z wczesnych lat kariery Anity O'Day, gdy występowała z orkiestrą Gene Krupy - „Let Me Off Uptown". Lata 40. I po czwarte dla odmiany późna Anita - „My Funny Valentine". Nagranie w Niemiec z 1987 r. I nie słuchajcie już D...
Pon 16 sie 15:30
Wśród licznych paradoksów tego świata jest też i taki, że najpiękniejszy region Polski nie doczekał się jeszcze parku narodowego. Łatwo zachwycać się pięknem Warmii i Mazur, trudniej wysupłać pieniądze z budżetu państwa na jego ochronę. Jeszcze trudniej znaleźć te pieniądze w budżecie samorządu. A najtrudniej we własnej kieszeni. Akurat posiadaczy „własnej kieszeni" czyli przedsiębiorców rozumiem. Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, celem istnienia firmy jest zysk, a nie dbanie o przyrodę. Oczywiście firma nie może być zagrożeniem dla środowiska naturalnego, ale tu wystarczą dobre przepisy i skuteczne ich egzekwowanie. To rolą państwa i samorządu jest pogodzenie ochrony przyrody z interesem przedsiębiorców i mieszkańców. Oczekiwanie, że podmiot gospodarczy z własnej woli będzie przyjacielem przyrody uważam za tak samo niepoważne, jak myślenie, że w socjalizmie wszyscy będą dbać o wspólne mienie.
Nie 15 sie 20:59
Kolejny dowód na miernotę współczesnych kompozytorów piosenek (o autorach nie wspominając) - w połowie reklam słyszymy stare piosenki. Czasem zupełnie bez sensu, czasem z sensem, a czasem banalnie. Dziś przykład banalny czyli Johnny „Guitar" Watson „Gangster Of Love".W reklamie czego wykorzystano tę piosenkę pisał nie będę, zaznaczę tylko, że nie używam tej marki (niestety?). W Polsce widzimy tę reklamę od kilku miesięcy, na zgniłym Zachodzie pojawiła się w 2006 roku. Nie, nie z Szycem, ale Benem Affleckiem. Na jeszcze dalszym, ale troszkę mniej zgniłym Zachodzie klikał niejaki Nick Lachey, średniej wielkości amerykańska gwiazdka. Wracam do Watsona (1935-1996). Swoją piosenkę o gangsterze miłości wydał w 1957 roku. Jak się okazuje to nie raperzy wymyślili hedonizm... Może taki fragment: I jump on my white horse cadillac, Cause i'm a gangster of love I nie słuchajcie już D...
Sob 14 sie 21:46
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... |
|

















































