Ostatnio rozmawiałam z moim kolegą o adocpcji. Ów kolega ma jednego już biologicznego syna. Żona jego ciężko znosiła ciążę. Zapytany o chęć posiadania następnego potomka odpowiedział- "Z czasem pomyślimy o adopcji".
Byłam bardzo zdziwiona jego postawą. Nieczęsto można spotkac faceta, dla którego więzy krwi nie są aż tak istotne i zgodziłby się wychowywać i pokochać dziecko obcego mężczyzny.
Inni mężczyźni z mojego otoczenia poddają w wątpliwość możliwość pokochania i akceptacji dziecka będącego nie "krwią z mojej krwi". I moim zdaniem to uczciwe. Nic na siłę.
Jak sądzicie Wasi mężowie, partnerzy byli by otwarci na taką mozliwość?