Przepraszam że rozwlekam ale i tak nie zawarłam wszystkiego. Bardzo proszę o radę.
W październiku zaczęłam studia i przyjechałam do Krakowa z moim chłopakiem gdzie chcieliśmy razem studiować. Od początku studiów zaprzyjaźniliśmy się z moją współlokatorką z akademika i razem imprezowaliśmy. W grudniu postanowilam z nim zerwać. Głównie przez to, że moi rodzice nie akceptują go, a to był dobry moment, bo on uporał się ze swoimi problemami. Chciałam żebyśmy się jeszcze bardziej nie przywiązali do siebie, bo i tak kiedyś musiałabym to skończyć. Z rodzicami zawsze miałam bardzo dobry kontakt. Powiedziałam mu, że zrywam, bo już go nie kocham, ale na zawsze zostanie w moim sercu jako przyjaciel i ze zawsze był wobec mnie w porzadku, więc nie chcę się kłocic. Zaakceptował to i nawet rozmawialiśmy na swietach przez telefon, ot tak, normalnie. A kiedy wróciłam do Krakowa, to on zaczął odwiedzać moją współlokatorkę. Początkowo mnie to nie wkurzało, ale potem zaczął być dla mnie niemiły. Kaska przestała się do mnie odzywać. Nie miałam tu nikogo bliskiego więc nie miałam z kim pogadać nawet. A Kaśkę miałam za przyjaciółkę. Postanowiłam to wyjaśnić z Adamem. Był dla mnie taki podły że przeżyłam szok „To że ja to tak łatwo przechodzę, to to Cię tak wk***ia?”- powiedział. Powiedział mi, że od tygodnia pluję jadem. A ja w każdej rozmowie z nim, jak nigdy wcześniej uważałam na każde słowo żeby go jeszcze nie ranić. Czułam się winna po prostu. Przez cały dzien płakałam, a jak wieczorem przyszła Kaska, rozmawiałam o tym wszystkim przez telefon z siostra tylko po to, żeby ona się odezwała, żeby powiedziała coś. A ona nic! Wieczorem znowu spotkali się na schodach w akademiku. Psychicznie tego nie wytrzymałam. Poszłam za nią i usłyszałam ich rozmowę. Dowiedziałam się że jestem skończoną kretynką, jestem „głupia że ja nie mogę”, że czuję się najmadrzejsza ze wszystkich (mimo że wcale się taka nie czuję bo wybrałam chyba za ciezki kierunek i z tym tez nie daje rady), ze ponizałam go 100 razy. Jak mógł mówić takie rzeczy, szczególnie mojej współlokatorce? Nastepnego dnia postanowiłam to wyjaśnić. Nawrzeszczałam na Kaśkę i powiedziałam jej że zyczę jej niezdanej sesji, byleby się stąd wyprowadziła (ona na to ze ona tylko probowała nas godzić), rozpłakałam się przed Adamem i mu powiedziałam jak mnie to zabolało, jak dużo on jeszcze teraz dla mnie znaczył i ja tylko wszystkim wokół mówiłam jaki z niego wspaniały facet a on mi zrobił bałagan w pokoju. Potem wróciłam do pokoju i poprosiłam Kaśkę żeby się z nim spotkała i go pocieszyła. Widziałam jaki jest przybity i bałam się o niego. Poza tym to, co mówił do niej wtedy, było tak dla mnie trudne do uwierzenia , że mu wybaczyłam. Żeby się nie dręczyć. Spałam u koleżanki. Następnego dnia mielismy się wieczorem razem spotkać we trójkę i się pogodzić. I tak było. Ale ja, jako że jeszcze miałam trochę zalu do niego, ubrałam się w ciuchy, które mi dawniej komplementował i zachowywałam się jakby mi zależało (bo zależało niestety). Następnego dnia powiedziałam mu że nie mogę bez niego życ i chcę żeby był ze mną. Wieczorem przyznał się do tego, że całował się z Kaśką w piątek. Czyli w dzień kiedy nocowałam u koleżanki. Powiedziałam mu, ze to nic. Potem rozmawiałam z Kaską i ona mi powiedziała, jakie rzeczy on do niej jeszcze mówił w sobotę(po tym jaki ja poszłam spać), że ma mnie głęboko gdzieś, że pewnie zostawiłam włączony dyktafon, i że i tak się ze mną nie pogodzi. Powiedziała, ze całowali się nie tylko w piątek, ale też w sobotę i nie tylko. Kiedy sobie pomyślałam że ja cierpiałam jak głupia, a on mnie wyśmiewał i jeszcze dalej mieli czelność coś do siebie (szczególnie że Kaśka ma chłopaka i wiedziała że mi nie przeszło uczucie) to się wściekłam Pogadałam z nim o tym i znowu mu wybaczyłam. Ale cały czas o tym myslę i myslę. Od 5 dni nic nie jem. Nie mogę spać. Jestem znerwicowana. Nie mogę się uczyć a za dwa tygodnie sesja. To jest po prostu straszne. I nie wiem czy nie lepiej byłoby to skończyć. Okazało się, ze jestem taka słaba, a zawsze myślałam, ze jestem taka silna. Szczególnie ten związek nie ma przyszłości bo wyzaliłam się mamie jeszcze kiedy nie wiedziałam że może z nim będę i rodzice się wkurzyli jak nigdy. I co dalej? . Gdyby ktoś mi jednoznacznie powiedział: daj sobie spokój… A tak? Szczególnie że jemu też narobiłam nadziei a nie chcę go znów ranic. I czuję się winna bo sytuacja nie miałaby miejsca gdyby nie to, ze zerwałam i to, ze podsłuchiwałam. Ale nie potrafiłam inaczej. Po prostu nie potrafiłam.
Patryk ma już 2 lata 2 miesiące 8 dni
Hanna ma już 4 miesiące 17 dni
Zofia ma już 8 lat 8 miesięcy 15 dni
Moja córka ma już 6 lat 4 miesiące 24 dni
Mój syn ma już 2 lata 5 miesięcy 19 dni
Reklamy na tej stronie sprzedawane są przez widget z AdTaily.com (PLBLOADTAILY0001)